Pomoce naukowe lutego – na problemy ze skupieniem się i motywacją do nauki języka

Z wszelkiego rodzaju pomocami naukowymi i nowymi sposobami na opanowanie jakiejś umiejętności jest tak, że często traktowałam to jako substytut prawdziwej nauki. I o ile “metauczenie się” to część procesu, przez którą warto przejść (o czym pisałam w poprzednim poście), o tyle nadmierne skupianie się na możliwych do wykorzystania podczas nauki narzędziach może dać nam złudne poczucie, że się uczymy i spędzamy czas produktywnie – chociaż wcale tak nie jest. Moim ulubionym sposobem złudnej nauki było na przykład oglądanie na YouTube filmów ludzi, którzy opanowali pożądaną przeze mnie umiejętność na imponującym poziomie (wcześniej byli to poligloci, ostatnio na przykład rolkarze). Było nim również czytanie podobnych do tego postów (nie trzeba dodawać, że porażającej większości pomocy naukowych, o których się dowiedziałam, nie wykorzystywałam w praktyce). Dlatego nie bądźcie mną, tylko bądźcie mądrzejsi i – tak, jak pisze Cal Newport w Pracy Głębokiej – wykorzystajcie tylko te narzędzia, które przybliżą Was do założonego przez Was celu. Te, o których dzisiaj piszę, przybliżają mnie do moich i korzystam z nich już regularnie. Tak więc w dzisiejszym poście, zamiast książek (których ostatnio z różnych powodów aż tak dużo nie czytam), chcę Wam pokazać kilka ciekawych znalezionych w internecie rzeczy.

Focusmate

Kiedy mój kolega podzielił się ze mną tą aplikacją (a było to jeszcze w 2019 roku), bardzo chciałam ją wypróbować, ale przez długi czas wydawało mi się to dość creepy. W dużym skrócie – zakładacie konto, zaznaczacie, w jakich godzinach jakiego dnia macie coś do zrobienia i zostajecie zmatchowani z kimś, kto również planuje w tych godzinach pracować. Gdy wybija określona godzina, zdzwaniacie się przez przeglądarkę, przekazujecie w kilku zdaniach, czym będziecie się dziś zajmować, po czym… Po prostu pracujecie. Teoretycznie nie musicie skupiać się tylko na swoim określonym zadaniu – partner (o ile im tego nie zaoferujecie) nie ma dostępu do Waszego ekranu i nie musicie mu się “spowiadać” z każdego wykonanego podpunktu. Niemniej jednak, sam efekt psychologiczny tego, że ktoś na Was patrzy sprawia, że dużo łatwiej się skupić na tym, co rzeczywiście macie do zrobienia. Chociaż filmy “study with me” na YouTube stają się coraz popularniejsze i sporo osób wykorzystuje je jako pomoc w skupieniu się, to nie byłam do końca przekonana, dopóki nie spróbowałam – ale kiedy już się odważyłam, byłam zdziwiona, jak dużo w ciągu tych 50 minut “asystowanej” pracy jestem w stanie zrobić. Wykorzystuję te sesje głównie do przygotowania się na korepetycje, odrobienia pracy domowej czy pracy, do której po godzinie 17:00 zmusić jest mi się bardzo ciężko. Jeżeli nadal nie jesteście przekonani – piszę tego posta mając na “linii” Edwarda z Wiednia, który również preferuje pracować kreatywnie rano 😉 Jeżeli macie ochotę pouczyć się razem ze mną, szukajcie mnie na Focusmate w godzinach porannych pod tym nickiem:

DF Youtube & News Feed Eradicator

Focusmate polega w celach, kiedy chcemy zacząć coś robić – kolejna polecajka pomoże nam wtedy, gdy chcemy coś robić przestać. Chociaż od jakiegoś czasu udaje mi się bardzo mocno ograniczyć media społecznościowe – które przez długi czas były moim głównym problemem – to z YouTube ciężko było mi sobie poradzić. Nie jest to “typowe” medium, gdzie usunięcie konta pomaga – z YouTube korzystam bardzo często próbując opanować jakieś nowe, techniczne zagadnienie czy oglądając różne ciekawe filmy, stąd nie chciałam dawać sobie na niego całkowitego bana. Po obserwacji moich nawyków i uświadomieniu sobie, że to sekcja “polecane” jest największym problemem (jeżeli tylko skuszę się na jakieś mało ambitne wideo, YouTube zaczyna mi podsuwać kolejne, bez przerwy), zaczęłam szukać narzędzia, które pomoże mi przestać zwracać na tę sekcję uwagę. Tak oto znalazłam DF Youtube (jest dostępna również wersja dla Mozilli), dzięki której moja strona główna YouTube wygląda tak:

Jest różnica, co? (Tak, używam Premium, bo często korzystam z YouTube do słuchania podcastów)

Z godziny na godzinę czas, jaki spędzałam na YouTube spadł o jakieś 80% – ponieważ teraz oglądam jedynie to, czego celowo szukam. Wtyczka pozwala nam na dość dużą personalizację tego, czego nie chcemy widzieć – możemy wyłączyć polecenia, menu subskrypcji, autoodtwarzanie playlist czy sekcję komentarzy. 

Chociaż z Facebookiem udało mi się uporać jakiś czas temu (odobserwowałam niemal wszystkich znajomych poza najbliższą rodziną i przyjaciółmi), to Zuck się nie poddaje i próbuje zapełnić mój feed przynajmniej reklamami czy sugestiami nowych grup, do których mogłabym dołączyć. Zainspirowana ukryciem feedu w YouTube zaczęłam szukać podobnej wtyczki dla Facebooka – i tak znalazłam News Feed Eradicator, która działa tak:

Czarne kwadraty dodane przeze mnie – niestety wtyczka nie ukrywa ani facebookowych relacji, ani dostępnych osób. Ale za to zamienia feed na bardzo głęboki cytat, przy każdym odświeżeniu strony inny.

Word Discoverer

Jakiś czas temu wróciłam do nauki angielskiego z nauczycielem na Italki. Swoją drogą, znalezienie dobrego i w miarę taniego nauczyciela na poziom C1/C2 na italki zajęło mi… całkiem sporo (gdyby ktoś również szukał – ostatecznie zdecydowałam się na poranne lekcje z Jamesem). Pracujemy głównie nad wyplenieniem ze mnie błędów gramatycznych i poszerzeniem mojego słownictwa – stąd od jakiegoś czasu czytam sporo artykułów i recenzji książek w internecie. Nadal chcę korzystać z fiszek, ale nie chcę tworzyć ich w tym samym momencie, w którym przerabiam jakiś tekst – wolę zebrać nowe słowa razem i stworzyć fiszki w wolnej chwili (na przykład poczas sesji Focusmate 🙂 ). Pomaga mi w tym wtyczka Word Discoverer – nie tylko podkreśla na czerwono “skomplikowane” słowa, których być może nie znamy, ale i pozwala na zapisanie sobie dowolnego słowa na później. Nie powiem, że jestem z niej ogromnie zadowolona (przydałoby się coś bardziej user-friendly, zintegrowanego z Anki, czy dzielącego bazę słów na “do nauczenia” i “nauczone”), ale nie znalazłam do tej pory nic lepszego. Jeżeli o czymś takim słyszeliście – dajcie znać! A póki co, zadowalam się tym:

“Kartka motywacji” Pana od Francuskiego

Choć z francuskim nie mam wspólnego praktycznie nic, to od jakiegoś czasu jestem fanką metod Pana od Francuskiego – ma on bardzo “ludzkie” i nie bardzo “szkolne” podejście do nauczania języka, stąd obserwuję go nie tyle, żeby przyswoić sobie francuski, co żeby podpatrzeć jego techniki i porady. Jedną z rzeczy, którą zauważyłam na jego Instagramie była “Karta motywacyjna” pozwalająca określić, z jakiego poziomu startujemy, jak lubimy się uczyć, po co to robimy i co będziemy robić, żeby nasz cel osiągnąć. Ma to całkiem dużo wspólnego z określaniem celów, o czym pisałam w poprzednim poście. Dużo łatwiej mi się na czymś skupić, jeżeli mam cel – dosłownie – przed oczami cały czas, stąd koncepcja takiej Karty do powieszenia sobie nad biurkiem bardzo mi się spodobała. Korzystajcie i Wy!

Dziś to byłoby na tyle. Pamiętajcie – nie bądźcie mną i nie rzucajcie się na wszystko, o czym przeczytacie! Zastanówcie się, czy któreś z tych narzędzi Wam pomoże i wykorzystajcie je przynajmniej przez tydzień (lub przynajmniej 3 razy), żeby przekonać się, czy to coś dla Was. Jeżeli znacie ciekawsze, sprawniejsze alternatywy na rzeczy, które dziś pokazałam (szczególnie wtyczkę do nowych angielskich słów), dajcie znać! A tymczasem – do następnego 🙂

Źródło obrazka tytułowego: Web Comic – https://webcomicname.com/post/183722270609