Książki i podcasty grudnia – o sztuce, pieniądzach i początku świata

Grudzień! Stężenia pracy w pracy mam tyle, co jeszcze nigdy. Chociaż jest to praca naprawdę ciekawa i ekscytująca, to nieustanny context switching potrafi dać w kość. W ryzach trzymają mnie procesy, które z angielska nazywa się routines, a po polsku nie mają chyba nazwy, która by tak dobrze je odzwierciedlała. Tak czy inaczej – staram się rezerwować poranki przed pracą tylko i wyłącznie na przyjemne uczenie się. Wstaję, ogarniam się, zaparzam kawusię, wędruję do mojego Ulubionego Fotela®, przykrywam się Ulubionym Kocykiem®, nakładam Ulubione Kapcie® i zabieram się za czytanie lub powtarzanie fiszek. Przeczytanych książek i uzbieranych podcastów nazbierało się już trochę, tak więc przychodzę do Was z zestawem inspiracji na tematy zawarte w tytule postu.

Zdecydowanym numerem 1 ostatniego miesiąca jest książka, na którą trafiłam przypadkiem przy sobotnim buszowaniu w GKN-ie. Od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie znalezienie czegoś, co pomoże mi ‘widzieć więcej’ podczas wizyt w muzeach. Rozumienie i historia sztuki to temat, którym zajmuję się tylko i wyłącznie dla przyjemności – i jest w tym coś wyzwalającego, że nie każdy rodzaj wiedzy muszę ‘monetyzować’ lub zdobywać ją ‘po coś’ innego, niż sama przyjemność tego, że się coś wie – coś więcej, niż wiedziało się pół godziny temu. Chociaż “O Sztuce” Gombricha dzierży berło najdroższej książki w mojej biblioteczce (200zł!), to po jej przeczytaniu uważam, że zdecydowanie tych pieniędzy jest warta. Autor opisuje trendy w sztuce od starożytności do czasów współczesnych, rozmaite techniki malarskie i architektoniczne, jak również – co jest chyba najbardziej interesujące – rozmaite powiązania i wpływy na sztukę wywierane przez polityków, hierarchów kościelnych i inne osobistości. Od jakiegoś czasu kupuję różne rzeczy – ubrania, sprzęty, przybory – z myślą buy it for life – tak, żebym mogła przekazać je na przykład swoim dzieciom czy rodzinie. “O Sztuce” to właśnie tego rodzaju zakup – myślę, że jak najbardziej nadaje się do zapoznania ze sztuką głodnego wiedzy nastolatka i będzie stanowiła podstawę mojej długowiecznej domowej biblioteczki.

Na książkę Marcina Iwucia o inwestowaniu czekałam już odkąd ogłosił jej publikację w 2020 – bardzo lubię słuchać jego podcastów i zdecydowanie pomógł mi w ogarnięciu swoich finansów. Niemniej jednak do książek tworzonych przez blogerów podchodzę dość ostrożnie. Dzieje się tak głównie dlatego, że niektórzy z nich odnoszą błędne wrażenie, iż styl, jaki wykorzystują w internecie dobrze sprawdzi się również w dłuższej formie. “Finansową fortecę”, mimo języka matematycznie bardzo podstawowego, przeczytałam z przyjemnością, głównie dzięki praktycznemu i realistycznemu podejściu autora do stopniowego budowania zarówno poduszki finansowej, jak i strategii inwestycyjnej. Dowiedziałam się z tej książki całkiem sporo i pomogła mi ona w przemyśleniu oraz realizacji moich własnych pomysłów na oszczędności. Targetem książki są zdecydowanie początkujący – myślę, że przyda się ona zarówno osobom, które mają problem z utrzymaniem pieniędzy przy sobie, jak i tym, którzy zachłysnęli się kilkudziesięcioprocentowymi zyskami po koronawirusowych spadkach.

Po “Jak być uczonym”, który dostarczył mi naprawdę mnóstwo przyjemności, helleryzm mnie nie odpuszcza i pochłonęłam ostatnimi czasy również “Stworzenie i początek Wszechświata”. Choć może się nie wpisywać się to w obecną narrację Prezesa, sam Kaczyński J. stwierdził kiedyś, że najkrótsza droga do dechrystianizacji Polski prowadzi przez ZChN. Moim zdaniem istnieje jeszcze jedna, o wiele długości krótsza – a mianowicie lekcje religii w szkołach. Właściwie można by to rozszerzyć na ogólną zasadę – często nic nie odpycha nas od jakiegoś tematu tak bardzo, jak przymus jego uczenia się i wbicia sobie do głowy różnorakich dogmatów i zasad, że coś trzeba robić tak, a nie inaczej. Ta sama rzecz, która odciągnęła mnie od dalszych studiów mam wrażenie odciąga wiele młodych osób od religii. Katecheci, z którymi nie da się podyskutować i którzy serwują ‘biblijkowe’ opowieści o starszym panie z długą brodą, który w sześć dni stworzył ziemię, morza, drzewa, ludzi i pieski corgi najprawdopodobniej przyczyniają się do tego, że młodzi ostatnie spotkanie z kościołem (a przynajmniej z Kościołem) mają w momencie bierzmowania. Możliwość zagłębienia się w szczegóły Heksameronu, czyli biblijnego poematu o stworzeniu, omówienie pozornego konfliktu katolicyzmu z ewolucją, jak również porównanie perspektywy biblijnej z filozoficznymi pomysłami na stworzenie jest po wielu latach szkolnej religii dość… odświeżająca. To książka z tych, które daje – jakkolwiek nadęcie to brzmi – przyjemne dreszcze wiedzy wraz z każdą przeczytaną stroną. Szczególnie na Święta – gorące polecanko.

Jeżeli chodzi o źródła nieliterackie, to moim absolutnym numerem jeden są ostatnio wykłady online o historii sztuki “Od piramid do abstrakcji” prowadzone przez Muzeum Narodowe w Warszawie. Nie są one co prawda darmowe (cały cykl kosztuje 120zł), a wykłady dostępne są tylko przez dwa tygodnie, ale i tak ogromnie warto. Kolejna rzecz z tych, które słucham, bo lubię. Tak po prostu. Nie zapamiętam z nich stu procent? Nie szkodzi, nie zdaję z tego klasówki – ale za to przy niedzielnym spacerze na Bulwarach zaobserwuję wpływy greckie w na budynku kościoła obok. Czy warto wydać te pieniądze na taką dawkę wiedzy? Jeszcze jak. Czy oglądam te wykłady w wannie pełnej wody z kieliszkiem wina pod ręką? Być może.

Idą Święta, na które cieszę się przeokrutnie – zarówno dlatego, że w końcu zobaczę dawno niewidzianą rodzinę, jak i dlatego, że po ogromnej ilości pracy w ostatnich tygodniach dramatycznie potrzebuję urlopu. Z czasem wolnym jest tak, że co tydzień myślę sobie, że jeszcze ten tydzień i będzie luźniej, tylko że po każdym weekendzie przychodzą kolejne punkty do odhaczenia w kalendarzu. Nie narzekam – lubię, jak dużo się dzieje, niż kiedy nie dzieje się nic. Tym bardziej doceniam jednak wtedy hobby niemonetyzowalne – spokojną kawkę z książką rano, korepetycje z węgierskiego (serio – mam niesamowitą nauczycielkę) czy luźny wykład po pracy. Czy nowy post pojawi się przed Świętami – tego nie wiem, niemniej życzę Wam wszystkim głównie świętego spokoju, którego mało w 2020 doświadczyliśmy. Pochwalcie się, co tam planujecie na świąteczną przerwę ʕ•ᴥ•ʔ

Kategorie:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *