Filozofia jako zestaw narzędzi – moje próby podejścia do nauki filozofii.

Czasem chodzą mi po głowie pewne przemyślenia, które ciężko mi podsumować jednym, zwięzłym zdaniem – aż w którymś momencie przeczytam coś w książce, usłyszę coś w podcaście czy w rozmowie ze znajomymi i nagle wszystkie kawałki luźnych myśli układają się w jedną całość. Tak było też ostatnio, kiedy całkiem przypadkowo na jednej z koleżeńskich grupek messengerowych kolega Piotr napisał:

“Ja bardzo żałuję, że nikt nie pokazał mi za dziecka filozofii jako narzędzia. Wszyscy mówili tylko o nurtach historycznych. Nadrabianie samemu działa, ale wolno.”

Jeżeli miałabym patrzeć na kontakt z filozofią, jaki miałam w liceum i zaryzykować ekstrapolację mojego doświadczenia na tysiące innych liceów z końców rankingów w mniejszych miejscowościach, to podejrzewam, że wielu z nas hasło “filozofia” kojarzy się mało seksownie – z wkuwaniem faktów o historycznych postaciach, ze szczególnym naciskiem na okres starożytnej Grecji i Rzymu. Kojarzymy być może niektóre nurty filozoficzne – czy to z lekcji historii, czy to z internetowych quizów, które mogą pokazać nam jakim typem filozofa (lub jakim typem chleba) jesteśmy. Jeżeli poruszamy się w środowisku start-upowym i mocno nastawionym na rozwój osobisty, to prawdopodobnie obił nam się również o uszy hype na stoicyzm, często okrojony do łatwych do przełknięcia life hacków oraz filozofii zimnych pryszniców i przerywanego postu.

Często, kiedy staram się przemyśleć sobie różne tematy, ściana którą napotykam nie polega na tym, że nie znam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Ja w zasadzie ogóle nie wiem, o co pytać. W najróżniejszych sytuacjach życiowych, kiedy muszę podjąć jakąś decyzję, kiedy chcę dowiedzieć się, skąd u mnie takie lub inne schematy zachowań czy kiedy próbuję dokonać moralnej oceny jakiegoś zjawiska czuję, że brakuje mi pytań, które powinnam sobie zadać, aby tę decyzję w pełni świadomie podjąć. Mam wrażenie, że sporo moich poglądów wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby w którymś momencie mojego życia pojawiła się osoba, która po prostu zada mi pewne pytania i zmusi do myślenia o rzeczach, które wcześniej ignorowałam albo które przyjmowałam jako dogmat – bo są tak rozpowszechnione w środowisku, w którym się obracam. Interesujący przykład właśnie takiej zmiany poglądów indukowanej zwykłymi pytaniami zobaczyłam ostatnio w odcinku Ulicznej Epistemologii – i jestem ciekawa, ile z przekonań, które być może uważam za część swojej tożsamości zmieniłabym pod wpływem podobnej dyskusji z drugim człowiekiem.

Podejrzewam również – choć to moje subiektywne przeczucie – że nauka filozofii pozwoliłaby mi spojrzeć na różne sprawy z pominięciem emocji i trzymania się kurczowo teorii, do których mój stosunek jest nie tyle podyktowany zrozumieniem, ile sercem, wychowaniem i tradycją. Każdy z nas pochodzi z jakiegoś środowiska, które ukształtowało nas w pewien sposób i sprawia, że cenimy i przywiązujemy wagę do pewnych idei. Ale czy są one prawdziwe? Czy warto trzymać się pewnych “nieszkodliwych” poglądów tylko dlatego, że nam, ani innym (przynajmniej pozornie) nie szkodzą? Czy działania, które uważamy za dobre, rzeczywiście są dobre – i co to w zasadzie znaczy? Problem z podejściem emocjonalnym to również problem z konfrontacją z pytaniami i poglądami, które są dla nas niewygodne i niekomfortowe. Na ile umiejętność takiej konfrontacji jest ważna, mogliśmy się pewnie przekonać podczas obecnej kampanii – sama odbyłam kilka politycznych rozmów ze znajomymi, które w pewnym momencie zawsze wkraczały w ton emocjonalny, spowodowany zarówno lukami informacyjnymi, jak i dyskomfortem starcia się z osobą o odmiennych poglądach na ważne dla nas sprawy.

Podejść do nauki filozofii miałam w swoim życiu trochę i jak to zwykle bywa, zabrałam się do tego od dupy strony – a mianowicie kupiłam sobie “Historię filozofii” Tatarkiewicza, która dość akademickim językiem przedstawia historię nurtów i sylwetki poszczególnych filozofów. Być może dla wprawionych w czytaniu podręczników seria Tatarkiewicza będzie ciekawym punktem zaczepienia – mnie niestety przerosła, stąd szukam czegoś innego. Jak wspomina Pan od Filozofii, naukę należy prowadzić dwutorowo – ucząc się historycznie (czyli poznając dzieje poszczególnych nurtów i filozofów), jak i problemowo (czyli po prostu – czytając teksty na dane tematy tworzone przez różnych autorów, o różnych na nie poglądach na przestrzeni wieków). Wspomina on również, że filozofia jest o tyle trudna, że ma wysoki próg wejścia i kiedy chcemy się dowiedzieć czegoś więcej, wpadamy w pułapkę rekurencji – żeby nauczyć się czegoś o filozofii, musimy już coś o filozofii wiedzieć. Niemniej jednak chcę się tego wyzwania podjąć i spróbować na własną rękę poszukać pytań, których tak bardzo mi brakuje. Jak na razie sądzę, że zrobię to w następujący sposób:

  1. Przeczytam polecaną mi przez kolegę “Podróż w świat filozofii” Jerzego Pilikowskiego. Jeżeli Dawid mówi, że to najlepsza książka dla początkującego, to nie mam żadnych podstaw, żeby mu nie zaufać 😉
  2. Przejrzę kanał Pana od Filozofii w poszukiwaniu problemu, który mnie zainteresuje – a gdy go znajdę, spróbuję się o nim dowiedzieć coś więcej,
  3. Przeczytam nabytą niedawno kolejną z książek prof. Hellera, a mianowicie “Boga i naukę” – po “Jak zostać uczonym” jestem ogromnie ciekawa kolejnych książek profesora, a język przez niego wykorzystywany jest naprawdę przystępny również dla zupełnych laików.

Podejrzewam, że jeżeli rzeczywiście będę zdeterminowana w nauce, to po jakimś czasie wątpliwości z tego posta wydadzą mi się całkiem infantylne i głupie – ale w uczeniu się chyba w sumie o to chodzi, żeby widzieć znaczącą różnicę “przed” i “po”. Obecne rozterki pisane są z mojej własnej perspektywy szarego korpoczłowieka rzadko kiedy zastanawiającego się nad rzeczami naprawdę interesującymi i chciałabym – tak, jak wspomniałam wyżej – żeby nauka filozofii dała mi zestaw narzędzi do stosowania na co dzień. Narzędzi do podejmowania decyzji zupełnie przyziemnych – ale także tych nad urną wyborczą.

PS jeżeli interesujecie się filozofią, to od czego zaczęliście? Mniej zainteresowana jestem konkretnymi tytułami, a bardziej metodą nauki, wnioskami po czasie i zmianami w Waszym życiu.

PS2 z ogłoszeń parafialnych – wystąpiłam ostatnio w podcaście HardCoder, w którym opowiadałam o moim – podobno – rebelianckim podejściu do nauki polegającym na tym, że nie poszłam na studia magisterskie. Jeżeli macie ochotę posłuchać – jak również przekonać się, kto mówi do Was zza blogowej bariery, to serdecznie zapraszam. 

PS3 – ostatnie kilka tygodni upłynęły mi pod znakiem organizacji różnych prywatnych wydarzeń – stąd tak długa przerwa w publikacji postów. W notatniku mam całkiem sporo pomysłów na nowe teksty, a jeżeli chcecie otrzymywać powiadomienia o kolejnych, to w prawym górnym rogu bloga jest box, w którym możecie podać swój e-mail. Jestem ogromnie szczęśliwa z każdego nowego subskrybenta i subskrybentki 🙂